Archiwum 14 czerwca 2017


Jak to sie stalo...
14 czerwca 2017, 09:54

 Nigdy nie zapomnę tego dnia, czwartek, 1 czerwca – Dzień Dziecka. To ja poprosiłam, żeby się ze mną spotkał chciałam spędzić z NIM czas, z NIM i z Bablem. Poszliśmy do lasu. Fajnie było na nich patrzeć, razem. Po tym, jak odwieźliśmy Babla do taty mieliśmy jechać po mój samochód, poprosiłam GO o spacer, nie chciałam się rozstawać.


Stanęliśmy na tym parkingu, wtedy powiedział, mi, że jestem taka naiwna, że nie mam przyjaciół, że on wie o wszystkim, że to wszystko było jedna wielka gra, że tylko JEMU mogę zaufać i że tylko on chce mojego dobra. Oczywiście, że nie uwierzyłam, ufałam moim przyjaciołom, byłam pewna, ze w życiu nie zrobiliby mi czegoś takiego. Byłam pewna, że to on jest nienormalny, ze za wszelką cenę chce mnie z nimi skłócić, żeby mieć mnie tylko dla siebie, albo zemścić się.


A z drugiej strony skąd on o tym wszystkim wiedział, ale nie tylko o tym parę historii było wyssanych z palca. Chciałam wiedzieć skąd ma te informacje, byłam pewna, że Ropuch namieszał, ale o pewnych rzeczach Ropuch nie wiedział, no i on twierdził, że wszyscy moi przyjaciele są fałszywi. Nie wierzyłam w to, że Przyjaciółka mogła mu cokolwiek powiedzieć, była moja przyjaciółka ufałam jej, dałabym sobie za nią rękę uciąć – byłabym bez reki. Byłam pewna, że to on jest psychopata, zaczął mi grozić, nie chciał wypuścić, szarpaliśmy się, była noc, byliśmy na tym parking sami, bałam się. To była długa noc, w końcu zgodził się zawieść mnie po samochód. Byłam rozdarta, płakałam, nie rozumiałam. Obwiniałam Ropucha i K. (przepraszam!), Przyjaciółką na pewno nie zrobiłaby mi czegoś takiego.



Dopiero pod swoim domem pokazał mi wiadomości, pisali ze sobą od dłuższego czasu. Ona chciała zemsty, chciała żebym zapłaciła za wszystko. To wszystko cala nasza znajomości, to była gra pomiędzy Przyjaciółką, Ropuchem i NIM. Rozpadłam się na 1000 kawałków, nigdy nie byłam w takim stanie. Chciałam wracać do domu, ON zabrał mnie do siebie, zaopiekował się mną. Powtarzał, że tylko na niego mogę liczyć, że pisał z nimi tylko dlatego, że to oni zaczęli, a dał się wciągnąć w tą grę, żeby mi pokazać, jakich mam przyjaciół. Chciałam wierzyć, ale tak bardzo bałam się, że to dalsza część gry. Wiedziałam ze zachowałam się nie fair, ale czy naprawdę zasłużyłam aż na cos takiego. I co ja zrobiłam Przyjaciółce, skrzywdziłam Ropucha, skrzywdziłam JEGO, ale dlaczego ona? Nie rozumiem do tej pory. Ryczałam cala noc, a on opiekował się mną.


Totalnie się posypałam, na drugi dzień miałam delegacje w Brighton. Musiałam jechać. Byłam rozbita, ale zrozumiałam, że bardzo się pomyliłam, a on mnie uratował. Dlatego, kiedy prosił, żebym z niczym się nie zdradzała, posłuchałam, on wiedział najlepiej co jest dla mnie dobre. Napisałam przyjaciołom, że muszę odpocząć i usnęłam Facebooka na parę dni.


Moje zycie przestało mieć sens. W sobotę w nocy przyjechał do mnie do Brighton chciał mnie zobaczyć, chciał mnie pocieszyć. Wszystko się posypało, tylko jemu mogłam zaufać. Popadłam w depresje, chciałam się zabić, przy życiu trzymał mnie tylko Babel, i spotkania z NIM. Nie potrafiłam funkcjonować, ciągle działam na autopilocie, tylko kiedy był blisko czułam, że dam rade. A on cały czas mnie w tym utwierdzał. Mówił, że trudno będzie mu znowu mi zaufać i że musi to przemyśleć, ale bywał u mnie co noc, przyjeżdżał po pracy i zostawał do rana, rano budził nas Babel. Byliśmy jak rodzina, prawdziwa kochająca się rodzina. Mówił o wspólnym mieszkaniu, o tym, że chce wziąć ślub i że będziemy mieli dzieci, planowaliśmy przyszłość.



Gdzieś w jego rozmowach z Przyjaciółką pojawiła się jakaś Basia, dostał jakaś wiadomości, powiedział, że to koleżanka, której za dużo się wydaje. Chciałam, żeby jej wyjaśnił, ale ufałam mu! Kochałam Go,w końcu, zrozumiałam czego chce w życiu!



W poniedziałek (dzisiaj, właśnie jest w samolocie, z nią) miał lecieć na wesele, oryginalnie ze mną, ale w związku z tym, że było między nami różnie, obiecał kuzynce, ze z nią pójdzie na wesele. Przeszło mi przez myśl, że leci z Basia, ale tłumaczył, że to tylko koleżanka, dlaczego miałam mu nie ufać !? Mówił, że musi sobie to przemyśleć, nie potrafił mi zaufać do końca, w Polsce musi sobie to poukładać. Było mi przykro, naprawdę Go kochałam i zrobiłabym dla niego wszystko, ale rozumiałam ze popełniłam błąd i zaakceptowałam to, zależało mi na nim.


W sobotę rano wstaliśmy Babel jak zawsze wskoczył nam do łóżka, chwile się podroczyliśmy, mówił, że kocha, i wyszedł musiał iść do pracy. Nie podejrzewałam, że wtedy widze Go po raz ostatni.

 

Dzwonił, rozmawialiśmy, tak płakałam do słuchawki, cały czas płakałam, mam depresje, powiedziałam mu, że koleżanka z pracy ma urodziny, powiedział żebym poszła, zmusiłam się, ubrałam, wyszłam z domu. Napisał SMS-a, że idzie się kąpać, wypije drinka i do spania, dzwonił – nie słyszałam. Probowałam oddzwonić parę minut później, ale już nie odbierał. Stwierdziłam, że pewnie się kapie, postanowiłam zrobić mu niespodziankę, pożegnałam się z koleżankami, wsiadłam w taxi i pojechałam. Probowałam dzwonić cala drogę, żeby mu dać znać, że przyjeżdżam. Cieszyłam się, że Go zobaczę, byłam pewna, że on też się ucieszy. Kiedy kilka razy zapukałam do jego drzwi i zobaczyłam za nimi tylko dziwne szmery, zrozumiałam, że cos jest nie tak. Otworzyła jego współlokatorka, powiedziała, że ON nie chce się ze mną widzieć. Nic nie rozumiałam, totalnie nic. Dzwoniłam, ale nie odbierał, napisał mi SMS-a, że jestem nienormalna, boi się mnie i nie zobaczy ze mną. Prosiłam, żeby wyszedł na chwile, wyjaśnił, o co mu chodzi, że myślałam, że się ucieszy, ale on uparł się, że nie wyjdzie. Wyszła do mnie jego współlokatorka, powiedziała, że ma już dość jego kłamstw, żebym odpuściła, że on od dłuższego czasu spotyka się z Basia, ona rano przyjeżdża i razem lecą do Polski...